|
Potrzebne jest rzetelne zapoznanie się ze skargą niemieckich prawników, którzy wyłożyli swoje opinie w Trybunale Konstytucyjnym. Nie można organom UE dać kompetencji otwartych, niedopowiedzianych i blankietowych do przejmowania różnych dziedzin decyzyjnych ponad uprawnieniami parlamentów krajowych.
Federalne orzecznictwo warte jest większej uwagi
Z mec. Piotrem Łukaszem Andrzejewskim (PiS), senatorem, prawnikiem konstytucjonalistą, rozmawia Marcin Austyn ("Nasz Dziennik" nr 195 (3516) z dnia 21 sierpnia 2009).
|
Skończył Pan właśnie analizę orzecznictwa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego traktatu lizbońskiego. Co z niego wynika?
- Nigdy nie kryłem tego, iż jestem reprezentantem poglądu, że traktat lizboński w swojej obecnej wersji jest sprzeczny z Konstytucją. Moje wątpliwości potwierdziła już sama skarga złożona do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe, a zwłaszcza jej motywacja oraz treść wydanego już orzeczenia tego organu. Problem tkwi w tym, że traktat lizboński ma bardzo szeroki margines samoistnego uzupełniania go przez organa Unii Europejskiej. Można powiedzieć, że funkcjonują tu elastyczne kompetencje dla Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości umożliwiające omijanie konstytucyjnych uprawnień polskiego parlamentu.
Na czym ten mechanizm polega?
- Konstytucja RP mówi (art. 90 ust. 1), że Polska może - na podstawie umowy międzynarodowej - przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Przecież Unia Europejska nie może sobie sama tych kompetencji przypisywać ponad decyzją wiążącą parlamentu polskiego. Tymczasem zapisy traktatu lizbońskiego mówią, że przy kompetencjach tzw. dzielonych istnieje możliwość, w niektórych przypadkach, by odstąpić od zasady jednomyślności i przejść na system większościowy, a mocą tych decyzji można rozszerzyć kompetencje UE. Dlatego tu należy przyjąć zasadę, która już była formułowana przy skardze na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej i warunki naszego w niej uczestnictwa, i uzupełnić tezę, wiążącą na gruncie obowiązywania prawa polskiego, europejskiego i światowego na mocy umów międzynarodowych na terytorium Polski, że jeżeli nawet UE sama rozszerzy swoje kompetencje, to taka decyzja nie wiąże Polski, dopóki zgody na to nie wyrazi polski parlament.
Teraz takiego zabezpieczenia nie ma?
- Nie ma. Jest tylko umowa polityczna między premierem i prezydentem odnośnie do zabezpieczenia tego, aby rząd nie odstąpił od zapisów wynegocjowanych przez prezydenta RP zawartych w protokole z Joaniny i od protokołu londyńskiego. Protokół ten zawiesza bezwzględne stosowanie zdublowanych przez Kartę Praw Podstawowych praw człowieka. Trzeba tu jasno powiedzieć, że Karta Praw Podstawowych jest zbędnym zdublowaniem z rozszerzeniem kierunkowym przez nas stosowanych międzynarodowych paktów praw człowieka i konwencji europejskiej, z którą się stykamy, zwłaszcza w orzeczeniach strasburskich. W tym aspekcie Europejski Trybunał Sprawiedliwości stanowi konkurencję dla Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. To powoduje, że przy kompetencjach nadanych Unii, bez udziału polskiego parlamentu, orzeczenia rozszerzające ETS, np. w zakresie niedyskryminacji, przerywania ciąży jako prawa człowieka do pozbawiania prawa innego człowieka - to wszystko może być egzekwowalne w Polsce na mocy postanowień ETS. Nawet jeżeli parlament polski tego nie zaakceptuje. Tak to wygląda obecnie.
Co trzeba zrobić, by się ustrzec takiej sytuacji?
- W stosunku do momentu podpisywania projektu traktatu lizbońskiego sytuacja się zmieniła. Trzeba tu podkreślić, że obecnie obowiązuje nas traktat nicejski, a integracja europejska się odbywa i będzie się odbywać. Jestem jej zwolennikiem, ale nie na podstawie zapisów zaproponowanych w Lizbonie. Dlatego dziś trzeba od nowa negocjować warunki, na jakich Unia Europejska może korzystać z zapisanych w traktacie lizbońskim praw do przejmowania kompetencji, albo należy stworzyć ustawę, która będzie miała charakter precyzujący Konstytucję RP. Ona powinna mówić, że wszelkie rozstrzygnięcia unijne konkretyzujące zakres kompetencji dzielonych między UE i kraj członkowski, jakim jest Polska, muszą być poprzedzone decyzją ustawową polskiego parlamentu na zasadach obowiązujących w polskiej legislacji. Takie widzę wyjście i to zaproponowali niemieccy prawnicy. Te dokumenty warto przetłumaczyć i zapoznać się z nimi. To, co mówię, nie jest wyrazem "oszołomstwa", ale wynikiem rzetelnej dyskusji ludzi mądrych i zorientowanych, a nie ogłupiałych propagandą polityczną. Trzeba przedyskutować to, co przedstawiono jako argumentację niemieckiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu. Gdyby tak się stało, że traktat lizboński zostanie podpisany przez prezydenta, należy wystąpić do polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Apeluję też o inicjatywę ustawodawczą, by wcześniej zagwarantować sobie, by ponad głowami polskiej władzy ustawodawczej nie były stosowane procedury odbierania nam kompetencji, na które wyłączność ma państwo polskie.
Prezydent Lech Kaczyński czeka z podpisem pod traktatem. Może mógłby w tym czasie skierować ten dokument do Trybunału Konstytucyjnego?
- Pozostawiam to panu prezydentowi. On jednak jest politycznym zakładnikiem swojej deklaracji złożenia podpisu pod tym projektem. Trzeba pamiętać, że prezydent wynegocjował do niego pewne zastrzeżenia. Moim zdaniem, fakt niezrealizowania wewnątrz państwa polskiego inicjatywy ustawodawczej, którą omówił prezydent z premierem, a dotyczącej sposobu traktowania tych zastrzeżeń oraz warunków, na których Polska weszła do UE, jest przeszkodą do podpisania tego dokumentu. Uważam też, iż niezależnie od tego, jak będą przebiegały sprawy w Irlandii czy Niemczech, my powinniśmy się wstrzymać z przyjęciem traktatu do czasu, kiedy Trybunał Konstytucyjny wyda swoje orzeczenie, albo do czasu, kiedy wejdzie w życie ustawa precyzująca, że wszystkie decyzje organów europejskich mogą wejść w życie na terenie państwa polskiego dopiero wtedy, kiedy w myśl konstytucyjnego uprawnienia wypowie się w drodze ustawy w tym zakresie polski parlament, w trybie przewidzianym w Konstytucji.
Pan przewiduje taką inicjatywę?
- Ja sam prezentuję pewien pogląd. On musi zdobyć prawo obywatelstwa w większości ugrupowań politycznych, które dzisiaj padły plackiem, wielbiąc tekst traktatu lizbońskiego na to niezasługującego.
Potrzebna jest wiec dogłębna lektura niemieckiego orzecznictwa i rzeczowa dyskusja?
- Potrzebne jest rzetelne zapoznanie się ze skargą niemieckich prawników, którzy wyłożyli swoje opinie w niemieckim Trybunale Konstytucyjnym. Największe wątpliwości sprowadzają się tu do kwestii nurtującej mnie od dawna, że nie można organom Unii Europejskiej dać kompetencji otwartych, niedopowiedzianych, blankietowych do przejmowania różnych dziedzin decyzyjnych ponad uprawnieniami parlamentów krajowych.
Dziękuję za rozmowę. |