| Z senatorem Piotrem Andrzejewskim, prawnikiem konstytucjonalistą, rozmawia Wojciech Wybranowski ("Nasz Dziennik" nr 242 (3259) z dnia 15 października 2008).
|
Kto, Pana zdaniem, ma rację w coraz ostrzejszym sporze kompetencyjnym pomiędzy prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem?
- To nie jest spór personalny. Mamy do czynienia ze sporem ustrojowym wynikającym z Konstytucji RP. Niewątpliwie prezydent jest najwyższym przedstawicielem państwa, mającym większy mandat do reprezentowania Polski niż premier. Mandat bardziej trwały i mocniejszy. W związku z tym jako organ władzy wykonawczej tam, gdzie tylko zechce, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek reprezentowania państwa polskiego. Natomiast nie może go reprezentować w zakresie merytorycznym w sposób sprzeczny z tym, co postanowił premier i Rada Ministrów w zakresie polityki zagranicznej.
W Polsce, za sprawą telewizji TVN, ten spór jest sprowadzany do żenującego poziomu: krzesła są dwa, miejsca trzy, a chętnych: prezydent, premier i dwóch ministrów.
- Prezydent i premier powinni siedzieć obok siebie, a minister ma stać za premierem.
W pewnym momencie wyglądało na to, że prezydent zostanie na lotnisku. Wieczorem minister Michał Kamiński poinformował, iż samolot, który poleciał do Brukseli z Tuskiem, nie wróci po prezydenta.
- Niedobrze, panie redaktorze, że problem został sprowadzony do takich rozgrywek. Ja się w to nie bawię, problem dotyczy bowiem - jeszcze raz powtórzę - spraw ustrojowych. A inne rzeczy z tym związane, jak właśnie takie zagrania, wskazują tylko na ich infantylny charakter i degradację w rozumieniu kompetencji najwyższych władz w Polsce.
Dziękuję za rozmowę. |